Czerwona Wyspa: przeraźliwie biedna, niewyobrażalnie piękna, ciągle niedostatecznie chciana przez turystów, bo czasem trudna, nachalna, potargana i brudna, wprawia w niezręczność, zakłopotanie, każe odwracać wzrok, pytać: czego tu właściwie szukasz? Kilka słów o prostocie życia i unikalności fauny i flory na Madagaskarze, a przede wszystkim o tym, dlaczego warto go doświadczyć na własnej skórze.








Organizacja i transport

Po Madagaskarze, poza lokalnymi środkami transportu (tzw. taxi-brousse), poruszać się można wynajętym samochodem, lub wynajętym samochodem z kierowcą, na co najczęściej decyduje się większość zagranicznych turystów (i my). Wynajęcie samego samochodu jest opcją dość skomplikowaną i drogą, ale nie niemożliwą.
Nasz przewodnik o imieniu Tsu (amamih2004@yahoo.fr), właściciel małego, rodzinnego biznesu, od wielu lat niezmordowanie odkrywa sekrety Czerwonej Wyspy przed polskimi turystami. Jako organizator wyjazdów zasłynął właśnie dzięki jednemu z polskich blogów Daleko od Domu. Była to moja pierwsza przygoda w towarzystwie lokalnego przewodnika trwająca tak długo – mniejsza niezależność i inne ograniczenia przychodziły mi na myśl, zanim się w końcu zdecydowałam spróbować. Niepotrzebnie. Tsu i jego profesjonalna drużyna przewodników, mogą nas nie tylko wiele nauczyć, ale także stać się nieodłączną częścią naszej wyprawy. Trasę i noclegi możemy ustalić sami, bądź poprosić Tsu o radę (posługuje się dobrze francuskim i angielskim).
Stan dróg na Madagaskarze jest – delikatnie mówiąc – fatalny, a sama droga nie służy wyłącznie kierowcom pojazdów. Pod koła wpakować nam się może wszystko, co żyje na Madagaskarze – biegające we wszystkie strony kurczęta, psy, rowerzyści, żebrające dzieci, zebu, a nawet kameleon, którego sami prawie rozjechaliśmy. Wypadków po drodze widziałyśmy sporo, szczególnie trasa Antananarywa-Andasibe okryta jest złą sławą z uwagi na jej makabryczny stan, ciągłe oblężenie przez ciężarówki i piętrzące się serpentyny, przez co trudno je wyprzedzić. Promocja kraju jest od wielu lat kluczowym punktem programów prezydentów, infrastruktura Madagaskaru nie jest jednak ciągle gotowa na sprawną obsługę większej liczby turystów.

Kameleony nazywa się mistrzami kamuflażu – jeśli wierzyć bajkom i filmom, są zdolne wtopić się w każde tło – bez względu na to, jak skomplikowane lub kolorowe – kiedy tylko chcą uniknąć niebezpieczeństwa. W rzeczywistości, kameleony nie zmieniają koloru, aby się kamuflować, lecz by wskazać swój stan emocjonalny.
Wybór trasy, kiedy ogranicza nas czas, to nie lada wyzwanie. Wybierając na mapie atrakcje podróży dobrze jest wziąć pod uwagę zły stan dróg, wpływający na wydłużenie czasu jazdy i porę roku (w porze deszczowej wiele dróg pozostaje nieprzejezdnych). Różnorodność klimatyczna na Madagaskarze jest zdeterminowana przez rzeźbę terenu oraz obecność Oceanu Indyjskiego i Kanału Mozambickiego. W zimie na półkuli południowej przeważa pasat południowo-wschodnim, latem zaś wieje monsun. Skutkiem tego, na wyspie nie mówimy o czterech porach roku, lecz o porze deszczowej: od listopada do kwietnia, i porze suchej: od maja do końca października.

Madagaskar, największa wyspa Afryki, oferuje nam różnorodność krajobrazów, endemiczne gatunki roślin i zwierząt (około 90% jej gadów, ssaków i roślin nie występuje nigdzie indziej na ziemi), unikalną kuchnię i przyjazne uśmiechy lokalnej ludności. Nie znaczy to jednak, że można się na Madagaskarze poruszać z taką swobodą, z jaką to mamy w zwyczaju w Europie. Odradza się nocną jazdę samochodem, wałęsanie się po zmroku, czy zbyt odległe piesze wycieczki po plażach na południu.
Większość ludzi żyje na Madagaskarze bardzo biednie, biały turysta (po malgasku vazah, czyt. waza) jest natomiast kojarzony z bogactwem i możliwością zarobienia konkretnych pieniędzy, co jednych namawia do inwestycji w naukę języków, czy handel pamiątkami, drugich kusi rozbojem i możliwością szybkiego zarobku.
Słowo o Malgaszach

Malgasze to nie rdzenni mieszkańcy wyspy, a ludność napływowa. Przybycie pierwszych ludzi na Madagaskar przypada w epoce żelaza. Na temat pochodzenia Malgaszów istnieje wiele teorii – twierdzi się między innymi, że ich przodkowie pochodzili głównie z Azji, o czym ma świadczyć ich język należący do grupy indonezyjskiej. Do wyspy docierali także mniej oddaleni Afrykańczycy, a na końcu przybysze z Europy: Portugalczycy, Anglicy i Francuzi, którzy pod koniec XIX wieku uczynili z Madagaskaru swoją kolonię.
Już na początku XX wieku malgaskie ruchy narodowe zaczęły się domagać równych praw między francuskimi kolonistami a lokalną ludnością oraz zaprzestania wyzysku lokalnych surowców i siły roboczej. Po drugiej wojnie światowej doszło do zbrojnego powstania i radykalizacji ruchu; Francuzom udało się je stłumić – życie straciło kilkadziesiąt tysięcy Malgaszów.
Dopiero 26 czerwca 1960 roku, kiedy Afryką wstrząsały niepodległościowe zrywy, Madagaskar wywalczył sobie formalną niezależność od Francji, choć tak naprawdę tylko teoretycznie. Przez następnych 10 lat, dzięki poparciu pierwszego prezydenta, Francuzi dalej mieli wpływ na polityczno-gospodarcze życie kraju, ciągle kontrolując malgaską administrację. W latach 70-tych, po zamachu wojskowym, Madagaskar znalazł się w strefie radzieckich wpływów. Najwyższa Rada Rewolucyjna przejęła kontrolę nad państwową gospodarką i mediami. Zagraniczni inwestorzy rozjechali się po świecie, zahamował rozwój infrastruktury. Związki z Francją rozluźniły się w ramach ”malgasizacji” wyspy.
Od tego czasu Madagaskar przechodził jedno wielkie załamanie nerwowe. Niestabilność polityczna, nadużycia władzy, kryzysy konstytucyjne, zamieszki i w rezultacie ubożenie społeczeństwa to tylko niektóre z wyzwań, z jakimi boryka się wyspa.
Bieda ogranicza ludziom dostęp do edukacji, brak edukacji i perspektyw skutkuje złym gospodarowaniem pól, popycha w stronę żebractwa, korupcji, kłusownictwa, kontrabandy, wylesiania i innych zaraz, które trawią dziś afrykański kontynent. Według Banku Światowego, Madagascar należy do najbiedniejszych krajów świata, gdzie ponad 70% populacji żyje za mniej niż 2 dolary dziennie. Wyspa ma czwarty najwyższy na świecie wskaźnik przewlekłego niedożywienia, a jedno dziecko na dwa poniżej piątego roku życia cierpi na zahamowanie wzrostu.
Baobaby, Matki lasu
Leżąca nad Kanałem Mozambickim Morondava i jej okolice słyną przede wszystkim z Alei Baobabów, zajmującej okładkowe strony większości przewodników i promujących Madagaskar źródeł. Nie bez przyczyny – skąpane w słońcu łyse konary baobabów mają w sobie coś magicznego, nie z tego świata. Podróżujące drogą Malgaszki przemierzają wiele kilometrów od wioski do wioski, dźwigając na swych głowach najróżniejsze sprzęty i towary.
Kiedyś baobaby stanowiły część bogatych lasów równikowych, były częścią tropikalnej dżungli. Dziś, po tym, jak inne drzewa wycięto, ich pnie wyrastają w krajobrazie pól uprawnych i wypalanych traw. Według agencji Global Forest Watch, Madagaskar należy do niechlubnej listy krajów, które utraciły największy procent lasów. Ponad 70% społeczeństwa trudni się na Madagaskarze rolnictwem. Brak pieniędzy i znajomości bardziej wydajnych technik uprawy popychają Malgaszów do dalszej wycinki lasów i wypalania traw, praktyki zakazanej, mimo to ciągle stosowanej. Po kilku latach gleba wyjaławia się, do niczego już nie służąc, co popycha rolników do dalszej wycinki i dalszej degradacji środowiska.



Zafimaniry, czyli jak wspierać lokalne rzemiosło




Na południe od miasta Ambositra, zatopione w górskiej mgle, czekają na nas wioski plemienia Zafimaniry, grupy etnicznej (jednej z 18 żyjących na wyspie) trudniącej się tradycyjnym rękodziełem drewnianym, niegdyś zajęciem szeroko na wyspie rozpowszechnionym (kiedy było jeszcze co wycinać). Rzemiosło zostało wpisane na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO. W konstrukcji nie używa się gwoździ, same zaś obiekty dekoruje się misterną ornamentacją, nawiązującą do wpływów indonezyjskich i arabskich w kulturze malgaskiej.


Jeśli nie znamy francuskiego, dobrze się upewnić, że miejscowy przewodnik mówi po angielsku, co jeszcze nie należy tam do normy. Za drobną opłatą możemy zwiedzić górskie wioski i posłuchać o technikach lokalnego rzemiosła, czy starych plemiennych wierzeniach obejmujących kult zmarłych przodków.



Zafimaniry żyją bardzo biednie, większość z nich nigdy nie zobaczy nawet Ambositry, miasta oddalonego o 40 km. A nam przyjdzie się z tym zmierzyć, jakoś to sobie wytłumaczyć, lub raczej jakoś wytłumaczyć sobie naszą tam obecność. W rzeczywistości, lokalne plemiona chcą gościć przyjezdnych, widząc w turystyce szanse na rozwój wiosek, choć częściowe odegnanie biedy, lepszą edukację.
Rozwijana przez lokalnych przewodników, rzemieślników i „hotelarzy” turystyka pomaga wszystkim mieszkańcom wiosek, motywuje do nauki języków, powstawania lokalnych schronisk dla górskich wędrowników, produkcji pamiątek. Zafimaniry chcą pokazać światu, jak ten kiedyś wyglądał – bez telewizji, internetów, pośpiechu – świat, któremu tempo dyktują zmieniające się pory roku i pianie koguta.


Kanał Mozambicki. Ifaty i Mangily



Miasto Tulear, ośrodek administracyjny prowincji Toliara na południowym zachodzie wyspy, nie ma za wiele do zaoferowania. Warto natomiast zapuścić się dalej na północ właśnie w okolice Ifaty, by zobaczyć, jak mija czas lokalnej ludności, trudniącej się głównie rybołówstwem i turystyką. Niegdyś, Ifaty było małą, zapomnianą przez świat rybacką wioseczką – dziś można się tam nawet zapisać na profesjonalny kurs nurkowania.

Polecam także wybrać się na lokalną dyskotekę w towarzystwie malgaskiego piwa, chluby narodowej – Three Horses Beer. Nikt tak nie potrafi się ruszać, jak Afrykańczycy, nikt tak nie uśmiecha się do życia, mimo biedy i ubóstwa. Tańce zaczynają się już przy stole, na siedząco, ciało w końcu zrywa się w tanecznym szale, by wpaść na parkiet, między dzieci i kury, zaśpiewać jej coś o ostatniej nocy, bądź wygrażać, by nie odchodziła z białym wazą (vazah, czyt. waza, jak muzungu w swahili, obcy, najczęściej w odniesieniu do białego).



Park Narodowy Ranomafana
Park Narodowy Ranomafana obejmuje tereny wilgotnego lasu równikowego. Wytyczono w nim 5 tras dla turystów, a dla bardziej zmotywowanych istnieje także możliwość kampowania przez kilka dni (do dogadania z parkiem, załatwią też namiot i obowiązkowego przewodnika). Umożliwia to dotarcie do pierwotnego lasu równikowego, znajdującego się głębiej w dżungli.



W parku występuje wiele gatunków lemurów (w tym maki złoty, maki rudy, lemur wełnisty, lemur czerwonobrzuchy, lemur wari i inne), ponad 100 gatunków ptaków, motyli i płazów. Uwaga na pijawki – w wypadku ugryzień nie panikować, kiedy nie możemy od razu zatamować krwawienia. Ślina pijawki zawiera specjalną substancję, hirudynę, zapobiegającą krzepnięciu krwi. Potrzeba więc troche więcej czasu, zanim krwawienie ustanie.




Rezerwat Anja


Anja to perełka, której początkowo nie doceniłyśmy. Kierując się dalej na południe słynną RN7, dotrzemy do miejsca, w którym króluje lemur katta, Król Julian, filmowa gwiazda, symbol Czerwonej Wyspy. Anja jest rezerwatem rzadziej odwiedzanym niż Isalo, czy Ranomafana, mimo, iż nie brakuje mu atutów. Poza lemurami, można w nim podziwiać niesamowite formacje skalne i jaskinie pełne nietoperzy. W Anji także istnieje możliwość kampowania, z czego naprawdę warto skorzystać – rezerwat jest mniej zatłoczony i oferuje ciekawą trasę na szczyt jednej z gór. Przewodnik jest obowiązkowy.




Park Narodowy Isalo
Isalo obejmuje obszar płaskowyżu zbudowanego z jurajskiego piaskowca (gdzie na noc chowają się lemury katta), poprzecinanego przez liczne doliny i kaniony. Warto zatrzymać się tutaj na kilka dni trekingu: możemy bez problemu wynająć przewodnika, namioty i kucharza. Wystarczy zabrać śpiwór.







Park Narodowy Andasibe
Leżący w odległości około 4 godzin jazdy od Tany, Park Narodowy Mantadia-Andasibe składa się głównie z lasów podstawowych i wtórnych, gdzie występują największe lemury – indris, o których śpiewie pisałam wyżej.







Vakona Lodge posiada dostęp do prywatnego parku, tzw. Wyspy Lemurów, gdzie przebywają osierocone w dzieciństwie zwierzęta – bamboo lemurs, black and white ruffed lemurs, brown lemurs i inne. Przyzwyczajone do obecności ludzi, chętnie skaczą nam po głowach – coś, czego nie doświadczymy w żadnym parku na Madagaskarze.
Malgaska kuchnia
Nie sposób Madagaskaru spróbować do końca nie skosztowawszy jego lokalnych specjałów – a jest w czym wybierać! Kuchnia malgaska przypomina nieco kreolską; powstała dzięki wpływom emigrantów z południowo-wschodniej Azji, Afryki, Indii, Chin i Europy, szczególnie Francji.










Głównym pożywieniem Malgaszów jest ryż – poletka ryżowe to częsty widok zza szyby samochodu. Na południu zastępują go bataty i liście manioku, w smaku przypominające skrzyżowanie szpinaku z trawą. Serwuje się je głównie z wieprzowiną. Wegetarianie także znajdą coś dla siebie – w każdym odwiedzanym przez nas miejscu można było dostać dania bezmięsne, choć większość lokalnych malgaskich dań bazowała się właśnie na nim.
Mięso zebu, lokalny specjał, podaje się na wszelkie możliwe sposoby i w różnych wydaniach – jako stek, mięso w potrawce, zupie, zapiekance, pizzy, czy makaronie. Ryby i owoce morza, szczególnie langusty, królują na wybrzeżu; podaje się je w ziołach, czosnku i pieprzu, czy faszerowane warzywami.
Madagaskar potrzebuje turystów
A fauna i flora potrzebują lepszej ochrony, do której mogą się przyczynić dochody z turystki – tak, jak się to stało w przypadku goryli górskich i Parku Narodowego Wulkanów w Rwandzie. Turystyka nie musi kojarzyć się przecież tylko i wyłącznie z hordami wymachujących selfie-stickiem turystów; może za to mieć ogromny wpływ na każdą gospodarkę, a dla niektórych krajów stanowi główne źródło dochodów, jak to jest w przypadku Seszeli, czy Malediwów (dane World Travel and Tourism Council). Mieszkańcy Madagaskaru o tym wiedzą, dlatego tak bardzo zależy im, abyśmy przyjechali i przekonali się, że co prawda nie ma na niej pingwinów, za to są ludzie witający nas z sercem na dłoni i przyroda, której nie znajdziemy nigdzie indziej na ziemi.

Galeria. Varia

























Ojej… wróciły wspomnienia. Tyłek odparzony od siedzenia w trzęsącym się aucie, zawsze zasmarkane i obdarte dzieci (koszulkę zmienia się dopiero jak poprzednia odpadnie), zamyślone twarze, smukłe kobiety z wieżą cegieł na głowie, pył i kurz na wyboistej drodze, głodne komary, chude jak śmierć zebu i już sama-nie-wiem-co… że chce się jeszcze i jeszcze…
Ten cudowny kraj długo będzie powracał w śnie i kusił do powrotu.
Zapodałaś tu piękne zdjęcia. Dziękuję!