
[EDIT: aktualnie park jest zamknięty z powodu epidemii COVID-19]
Wirunga, najstarszy park Afryki, znajduje się na wschodzie Demokratycznej Republiki Konga. Region ten jest owładnięty najkrwawszym konfliktem od czasów II wojny światowej – w ciągu ostatnich 24 lat zabrał życie 6 milionom ludzi. Zbrojnych milicji plądrujących zasoby parku Virunga nie sposób zliczyć; od roku szaleje w regionie epidemia Eboli.
Dzięki swoim cennym złożom minerałów i pierwiastków – i można by tu wymienić całą tablicę Mendelejewa – Kongo mogłoby być najbogatszym krajem na świecie. To, co DRK skrywa pod ziemią, stało się jednak bardziej jej klątwą, niż błogosławieństwem. Park Wirunga, o którego zasoby rywalizują od lat uzbrojeni rebelianci i zagraniczne koncerny, jest tego najlepszym przykładem.
Jak w takich okolicznościach zarządzać najbardziej pożądanym obszarem ochrony przyrody w Afryce: jak chronić przyrodę, jak wspierać lokalne społeczności i wreszcie – jak namówić na przyjazd turystów? O tym, jak Wirunga stanęła na wysokości zadania, nie tylko w kwestii bezpieczeństwa.
Dlaczego Wirunga?
Park Narodowy Wirunga został założony w 1925 roku na terenie Konga Belgijskiego pod nazwą Park Alberta, na cześć ówczesnego króla Belgii, Alberta I Koburga, następcy jednego z największych zbrodniarzy ludzkości, króla Leopolda II. Tym samym, park stał się pierwszym obszarem ochrony przyrody w Afryce. Po ogłoszeniu niepodległości Konga, nazwa Park Alberta została została zmieniona na Park Narodowy Wirunga.
Wirunga to najbardziej różnorodny obszar przyrody w Afryce. Obejmuje tereny wulkanicznego pasma gór Wirunga, który znacząco przyczynił się do jego różnorodności. Nyiragongo i Nyamuragira, dwa spośród ośmiu wulkanów, dalej wypluwają z siebie kłęby dymu, przypominając o swojej obecności okolicznym mieszkańcom. Wspinaczka na Nyiragongo to podróż do wnętrza ziemi – na szczycie wulkanu czeka na nas największe jezioro lawy na świecie. Relacja ze wspinaczki na wulkan tutaj.

Główną atrakcją przyciągającą turystów pozostają goryle górskie. Zamieszkuje ich obecnie w Wirundze ponad 280. Na całym świecie występuje ich dzisiaj ponad 1000: można je jeszcze spotkać tylko w Parku Narodowym Wulkanów w Rwandzie (około 300), w Nieprzeniknionym Lesie Bwindi (relacja tutaj) oraz w Parku Narodowym Mugahinga w Ugandzie (w sumie około 400).

Parku i jego skarbów, między innymi zagrożonych wyginięciem goryli górskich, chronią specjalnie wyszkoleni rangersi. Film dokumentalny Virunga mówi wszystko o ich poświęceniu i odwadze w walce z kłusownictwem i nielegalną wycinką lasów przez uzbrojone milicje. Ponad 175 rangersów straciło tu życie w obronie natury. Zagraża jej wiele: kłusownicy, rebelianci i międzynarodowe koncerny, marzące o tym, by zanurzyć swoje szpony w bogactwach naturalnych Wirungi. Według Emmanuela de Merode, dyrektora parku, stawka jest wysoka – nielegalna eksploatacja zasobów Wirungi może przynieść około 100 milionów dolarów w skali roku. Więcej w reportażu ARTE (tylko po francusku).


Czy Wirunga jest bezpieczna?
Czy przyjazd do parku jest ryzykowny dla nas, turystów? Ja czułam się bezpiecznie. Po niefortunnym porwaniu dwójki Brytyjczyków w zeszłym roku (wypuszczonych po dniu) i zabiciu dwóch rangersów, park zamknięto na kilka miesięcy, by opracować bezpieczniejszy plan pobytu zagranicznych turystów. Wirunga stanęła na wysokości zadania i dopracowała organizację wizyt co do najmniejszego szczegółu.


Zacznijmy od początku. Załatwiamy formalności po stronie rwandyjskiej i kierujemy się pieszo w stronę granicy z Demokratyczną Republiką Konga. Zanim tam jednak dotrzemy, wiele razy myjemy ręce przy improwizowanych punktach sanitarnych, gdzie jest nam także mierzona temperatura; po drodze towarzyszą nam kolorowe plakaty ilustrujące symptomy Eboli. Zastanawiam się, jak po przejściu 10 metrów temperatura z 36.2°C miałaby mi podskoczyć do 40°C? Ostrożności nigdy jednak za wiele. O wizę ubiegaliśmy się wcześniej za pośrednictwem parku, wszystkie formalności po stronie kongijskiej przebiegają więc sprawnie i o umówionej godzinie jedziemy już w konwoju do siedziby Wirungi w Rumangabo.


Od granicy z Rwandą przy Grande Barriere, po siedzibę parku w Rumangabo, kilkunastu rangersów z ciężkimi karabinami nie spuszcza nas z oczu. Zastanawiam się, czy to wszystko naprawdę konieczne, czy chcą na nas zrobić wrażenie. W każdym razie, jesteśmy pod wrażeniem.

Wszyscy pracownicy Wirungi podlegają regularnej kontroli sanitarnej. Turyści nie mają żadnego kontaktu z lokalną ludnością, by wyeliminować jakiekolwiek szanse zarażenia chorobą. Ebolą, gorączką krwotoczną, na którą nie wynaleziono szczepionki, można się zarazić poprzez kontakt z płynami ustrojowymi osoby zarażonej. Park zaangażował się w organizację check-pointów na północy swojego terytorium, by nie dopuścić do rozprzestrzenienia się choroby – szczególnie w Gomie, ponad dwumilionowym mieście granicznym z Rwandą.

Transport przebiega bez zatrzymywania w zorganizowanym konwoju o ściśle określonych godzinach. Noclegi w doskonale wyposażonych lodgach znajdują się w ogrodzonej i strzeżonej przez rangersów siedzibie parku. W celach bezpieczeństwa, pozwoleń na tropienie goryli nie można już kupić bez pozostania w parku na noc. Przygoda z Wirungą nie należy do najtańszych, niemniej jednak spotkanie z gorylami, tymi w buszu i tymi w gorylim sierocińcu Senkwekwe, z psami tropiącymi i wreszcie ze strażnikami parku, warte są każdego odłożonego grosza. Więcej na visitvirunga.org
Pierwsze spotkanie z gorylem górskim
Zawsze zastanawiałam się, jak to jest spojrzeć w oczy gorylowi górskiemu na wolności. Czy spadnie na mnie pamiętliwy wzrok słonia? Czy obiegnie mnie znudzonym wzrokiem lwa? Może rzuci na mnie płochliwym okiem zebry, spotkanej przypadkiem przy drodze?
Czytałam w pamiętnikach Dian Fossey, amerykańskiej badaczki goryli, że na spotkanie gorylom wychodzą najpierw zmysły węchu i słuchu. Dopiero na końcu przyjdzie nam je zobaczyć. Spodziewałam się więc podobnych doświadczeń i wdychałam zawzięcie wilgotne powietrze w oczekiwaniu na pierwsze znaki bliskiej obecności goryli. Godzina spotkania nadciągała!
Dalsza część relacji tutaj.

Senkwekwe, jedyny goryli sierociniec na świecie

Goryli sierociniec, jedyne miejsce na świecie opiekujące się gorylami górskimi, które nie mogą przebywać na wolności, został stworzony po masakrze jednej z rodzin, Senkwekwe, w 2007 roku. By uprowadzić młode żywcem, bo o to się głównie rozchodzi, kłusownicy muszą zabić całą rodzinę goryli, by móc je potem sprzedać za tysiące dolarów jako maskotkę. Dorosłe goryle bronią swoje dzieci do ostatniego tchu.

Rodzina Senkwekwe została brutalnie zamordowana – życie straciło siedem goryli. Udało się uratować dwie kilkumiesięczne samice – Ndakasi i Ndeze, zbyt młode, by mogły sobie poradzić same w dżungli. Rangersi postanowili zaopiekować się maluchami i stworzyć im najbardziej zbliżone do naturalnych warunki w siedzibie parku, Rumangabo. Senkwekwe znajduje się zaraz obok Mikeno Lodge.
Według Andre Bauma, opiekuna sierocińca, relacje między człowiekiem a gorylem są głębsze niż z jakimkolwiek innym zwierzęciem : „Goryle są naszymi dziećmi. Nauczyliśmy je chodzić i jeść, spaliśmy z nimi, wszystko robiliśmy razem, dzień i noc. Stworzyliśmy między sobą nierozerwalne więzi. Jesteśmy rodziną. Ich zachowanie pokazuje, że nie nie są jak inne zwierzęta – tak bardzo przypominają nas, ludzi.”

Przetrwanie przyrody a dobro lokalnej ludności
Misja Wirungi to nie tylko ochrona dzikich zwierząt. Park stara się przede wszystkim wpłynąć na polepszenie sytuacji gospodarczej 4 milionów mieszkańców prowincji. Niszczenie upraw przez zwierzynę, zakazy wycinki lasów na produkcję węgla drzewnego i uprawy żyznych ziem parku sprawiają, że miejscowa ludność ma prawo niechętnie patrzeć na jego działania ochronne. Dopiero, gdy Wirundze uda się udowodnić, że ludność Kiwu może mieć swój udział w korzyściach płynących z ochrony przyrody, konflikt interesów między ludźmi i naturą zostanie zażegnany.

Wirunga podejmuje coraz więcej przedsiębiorczych inicjatyw, by wynagrodzić lokalnej ludności straty związane z zakazem eksploatacji Wirungi (w sumie szacowane na miliard dolarów rocznie). Trzy główne sektory rozwoju parku to turystyka, zrównoważone źródła energii, zrównoważone rolnictwo i rybołówstwo.
Makala, węgiel drzewny, to na chwilę obecną główne źródło energii w całym Kongu. Większość ludności Północnego Kiwu jest pozbawiona prądu – pozyskiwanie makali jest więc konieczne, by przeżyć: gotować kukurydzę, ziemniaki i maniok oraz by ogrzewać domy. Promocja zrównoważonej energii ma być alternatywą dla wycinki lasów i ograniczania naturalnego habitatu zwierząt.

Innym sposobem na ocalenie parku i regionu przed katastrofą jest stworzenie nowych miejsc pracy. Fabryka mydła, elektrownie wodne, a – całkiem niedawno – fabryka czekolady; dyrektor parku, Emmanuel de Merode, zakłada stworzenie aż stu tysięcy nowych stanowisk w ciągu najbliższych pięciu lat. Nie bez przyczyny – stopa bezrobocia w Kiwu Północnym wynosi dzisiaj siedemdziesiąt procent.
Emmanuel de Merode, nadzieja Wirungi
Belgijski książę, który nigdy w Belgii nie mieszkał, pilot, antropolog i konserwator przyrody. Urodzony w Afryce, poświęcił jej całe życie, a od 2008 roku, kiedy został dyrektorem Wirungi, walczy o jego przetrwanie na wszystkich frontach. Brzmi jak książę z bajki? Owszem, z tym, że to wszystko prawda.
Emanuel de Merode on najmłodszych lat zajmował się studiami nad kontrolą handlu mięsem dzikich zwierząt lądowych (bushmeat), i ochroną zagrożonej przyrody w Afryce Środkowej i Wschodniej. Wspierał także prace afrykańskich strażników przyrody na obszarach dotkniętych konfliktami współpracując z lokalnymi społecznościami nad polepszeniem ich sytuacji gospodarczej. Zajmował się głównie parkami wschodniego Konga, gdzie wyjechał już w latach 90-tych. De Merode jest autorem wielu prac naukowych o ochronie przyrody w skonfliktowanych regionach i współredaktorem książki Virunga: The Survival of First’s National Park in Africa.
Emmanuel de Merode został dyrektorem parku w 2008 roku i od tego czasu podlega mu 700 rangersów. Do jego pierwszych zasług należy pomoc w zawarciu umowy między rządem kongijskim a przywódcą rebeliantów Laurentem Nkundą, aby wyłączyć z działań wojennych sektor parku, w którym znajdują się goryle górskie. Próby zdemilitaryzowania i przywrócenia tam praworządności kosztowały już życie wielu rangersów. Sam de Merode cudem wywinął się śmierci po tym, jak nieznani sprawcy ostrzelali jego samochód w 2014 roku. Trafiono go czterema kulami. Po miesiącu pobytu w szpitalu, kiedy jego rany nie zdążyły się do końca zagoić, gnał z powrotem do Wirungi zapewniać, że nie zamierza składać broni.
Według Emmanuela de Merode to od przyszłych pokoleń Kongijczyków zależy, w jaki sposób będą dalej gospodarowane dobra Wirungi; dobrze zarządzane, mogą przynieść korzyści wszystkim żyjącym w regionie – nie tylko zwierzętom, ale także ludziom, którzy pozostają całkowicie zależni od parku i jego zasobów. Ich niekontrolowana eksploatacja zamieni Wirungę w garść jałowej ziemi. Więcej tutaj:
Od nas: turystów, obserwatorów lub tylko przechodniów, zależy, czy zechcemy jego przyszłość w jakikolwiek sposób wesprzeć: wizytą, dotacją lub rozpowszechnianiem informacji o najstarszym i najbardziej różnorodnym parku Afryki i o tych, którzy go chronią.
ŹRÓDŁA
- Dokument Virunga, dostępny na Netflixie. Historia walki o przetrwanie parku.
- Wystąpienie Emmanuela de Merode podczas Tedx Talks, A Story of Conflict Renewal & Hope.
- RDC : Virunga, au-dessus du volcan, ARTE.
- Dokument Congo: A journey to the heart of Africa, BBC Africa
- Dokument City of Joy, dostępny na Netflixie. Historia Miasta Radości, ośrodka rekonwalescencji dla zgwałconych w Kongu kobiet, prowadzona z inicjatywy laureata Pokojowej Nagrody Nobla, Denisa Mukwege, ginekologa z DRK.
- Conflict Minerals, Rebels and Child Soldiers in Congo, VICE, Yutube.
- Kongo. Opowieść o zrujnowanym kraju, David Van Reybrouck.
- Rzeka krwi. Podróż do pękniętego serca Afryki, Tim Butcher.
- 10 najlepszych książek o Kongu według Tima Butchera.




